W większości ogrodu mam kamienistą glinę, więc kretów nigdy nie było. Na tej kamienistej glinie mam gdzieniegdzie rabaty podwyzszone, wypełnione też gliną, ale mniej kamienistą. No i dziś poszłam do ogrodu, a tam na jednej takiej rabacie kilkanaście kopców :o Kopce z cudnej mięciutkiej ziemi, jakiej w moim ogrodzie nie uświadczysz. Najpierw myślałam, że to koty, ale one też tam nie grzebią, bo za twardo, no i nie zmieniają magicznie gliny w czarnoziem...
Czy to w ogóle jest możliwe, żeby a) krety działały w listopadzie (bo miesiąc temu, jak ostatnio tam byłam, kopców nie było) i b) na terenie, na którym nigdy ich nie było, pojawiły się znienacka mimo, że warunki środowiskowe nie uległy zmianie?
Szczerze mówić, to jak to zobaczyłam, to mi przed oczami stanął jakiś zmutowany kret szablozęby