Re: Pszczoły
: 13 kwie 2019, 13:35
Oczywiście, przygotuję fotki :)
Nasza przygoda z pszczołami zaczęła się w roku 2011, kiedy to kupiliśmy pierwsze 2 ule u rzemieślnika spod Sławna. Trzeba było je jeszcze pomalować. Stanęły one w pasiece, która wtedy była między leszczynami w tzw. tylnym ogrodzie i składała się z uli naszego znajomego. W 2010, jak tylko kupiliśmy ten dom, to Andrzej zapytał, czy może u nas postawić kilka uli. To on namawiał R. na te pszczoły i obiecywał pomóc i wszystkiego nauczyć. No i się wywiązał! Z tych dwóch uli był już miodek. A oto on - cały nasz urobek A.D. 2011 :) A za rok kupiliśmy jeszcze 4 ule i od tej pory to już jest cała nasza pasieka. ROzpoznaję nasze ule po kolorze, wszystkie są... hmmm, miodowe :)
Tej wiosny wydawało się nam, że wszystkie rodziny pięknie przezimowały, a tymczasem w ubiegłym tygodniu R. stwierdził pustki w dwóch ulach. Żadnych martwych pszczół, żadnych śladów - ki diabeł?
Jakby wyleciały i nie wróciły...
A więc znów zaczynamy cienko :)
Ale w ogóle, to w naszej wsi jest PRZEPSZCZELENIE. Tak się to fachowo nazywa i oznacza, że jest za dużo pszczół na danym terenie.
Zawsze byliśmy tylko my i taki jeden dom na wjeździe do wsi, a teraz dwóch miastowych się sprowadziło i zaczęli od razu z grubej rury - z dużymi pasiekami.
My jednak nie mamy ścisku tyłka z tego powodu, bo z naszą garstką pszczółek jakoś się zawsze zmieścimy w tym tłoku.
Nasza przygoda z pszczołami zaczęła się w roku 2011, kiedy to kupiliśmy pierwsze 2 ule u rzemieślnika spod Sławna. Trzeba było je jeszcze pomalować. Stanęły one w pasiece, która wtedy była między leszczynami w tzw. tylnym ogrodzie i składała się z uli naszego znajomego. W 2010, jak tylko kupiliśmy ten dom, to Andrzej zapytał, czy może u nas postawić kilka uli. To on namawiał R. na te pszczoły i obiecywał pomóc i wszystkiego nauczyć. No i się wywiązał! Z tych dwóch uli był już miodek. A oto on - cały nasz urobek A.D. 2011 :) A za rok kupiliśmy jeszcze 4 ule i od tej pory to już jest cała nasza pasieka. ROzpoznaję nasze ule po kolorze, wszystkie są... hmmm, miodowe :)
Tej wiosny wydawało się nam, że wszystkie rodziny pięknie przezimowały, a tymczasem w ubiegłym tygodniu R. stwierdził pustki w dwóch ulach. Żadnych martwych pszczół, żadnych śladów - ki diabeł?
Jakby wyleciały i nie wróciły...
A więc znów zaczynamy cienko :)
Ale w ogóle, to w naszej wsi jest PRZEPSZCZELENIE. Tak się to fachowo nazywa i oznacza, że jest za dużo pszczół na danym terenie.
Zawsze byliśmy tylko my i taki jeden dom na wjeździe do wsi, a teraz dwóch miastowych się sprowadziło i zaczęli od razu z grubej rury - z dużymi pasiekami.
My jednak nie mamy ścisku tyłka z tego powodu, bo z naszą garstką pszczółek jakoś się zawsze zmieścimy w tym tłoku.