Tillandsie czyli oplątwy
: 27 lut 2018, 20:16
Tillandsje nazywane po polsku oplątwami to epifity tropikalne, które albo zasiedlają korę pni lub konarów drzew albo niekiedy rosną w gruncie.
Mają różne kształty, od pióropuszowych rozet tillandsii modrej po nitkowate kaskady tillandsii brodaczkowatej, zwanej równiez mchem hiszpańskim.
Generalnie nie są to rośliny trudne w uprawie, można nawet z nich tworzyć fajne aranżacje na kawałkach drewna, mocując je np, nietoksycznym klejem. Trzeba dbać o właściwe nawilżenie, ale w Taki sposób, aby woda nie zalegała zbyt długo w kątach liści.
Od hodowczyli oplątw dowiedziałam się, że te bez systemu korzeniowego najlepiej jest zraszać delikatnie, a raz na tydzień wykapać w roztworze z płynnej odżywki do strorczyków, stosując o połowę mniej odżywki w roztworze niż w zaleceniach na opakowaniu.
Stanowisko powinny mieć ciepłe i słoneczne.
U mnie kupuje je W. i zostawia na pastwę losu. O ile latem nie ma większego problemu z przechowaniem (z wyjatkiem mchu hiszpańskiego, który nam wróble rozebrały jako budulec na gniazda), a o tyle zimą nie mamy kompletnie warunków na ich utrzymywanie, ponieważ w domu jest za sucho, a nie zawsze mi sie je chce wydłubywać z gąszczu innych parapetowców i kąpać.
Kilka fotek, wiekszość niestety już egzemplarzy poległych. Mam jeszcze gdzieś inne, muszę poszukać.
Mają różne kształty, od pióropuszowych rozet tillandsii modrej po nitkowate kaskady tillandsii brodaczkowatej, zwanej równiez mchem hiszpańskim.
Generalnie nie są to rośliny trudne w uprawie, można nawet z nich tworzyć fajne aranżacje na kawałkach drewna, mocując je np, nietoksycznym klejem. Trzeba dbać o właściwe nawilżenie, ale w Taki sposób, aby woda nie zalegała zbyt długo w kątach liści.
Od hodowczyli oplątw dowiedziałam się, że te bez systemu korzeniowego najlepiej jest zraszać delikatnie, a raz na tydzień wykapać w roztworze z płynnej odżywki do strorczyków, stosując o połowę mniej odżywki w roztworze niż w zaleceniach na opakowaniu.
Stanowisko powinny mieć ciepłe i słoneczne.
U mnie kupuje je W. i zostawia na pastwę losu. O ile latem nie ma większego problemu z przechowaniem (z wyjatkiem mchu hiszpańskiego, który nam wróble rozebrały jako budulec na gniazda), a o tyle zimą nie mamy kompletnie warunków na ich utrzymywanie, ponieważ w domu jest za sucho, a nie zawsze mi sie je chce wydłubywać z gąszczu innych parapetowców i kąpać.
Kilka fotek, wiekszość niestety już egzemplarzy poległych. Mam jeszcze gdzieś inne, muszę poszukać.