Likier czekoladowo-miętowy
: 10 mar 2017, 21:48
Inspirowany nalewką miętową Basi i miksem przepisów na likier czekoladowy z sieci.
Na początek zalałam ok. 15 gałązek świeżej, posiekanej mięty ok. 300 ml spirytusu i kilkoma łyżkami miodu rozpuszczonymi w niewielkiej ilości gorącej wody. Odstawiłam na trzy dni w ciemne miejsce.
Po trzech dniach rozpuściłam na wolnym ogniu dwie tabliczki gorzkiej czekolady w 1 puszce mleka skondensowanego słodzonego. Podczas rozpuszczania często mieszałam, na koniec jeszcze z 5 minut mieszania, żeby mleko dobrze wchłonęło czekoladę.
Do masy mleczno-czekoladowej dolałam przecedzony przez sito z gazą nastaw miętowy i wszystko jeszcze raz bardzo dokładnie wymieszałam. Na tym etapie likier ma taką moc, że łzy z oczu lecą, więc rozcieńczyłam go ok. 1 szklanką przegotowanej wody i osiągnął moc pozwalającą nie urżnąć się nim po jednym kieliszku :)
Nie jestem pewna, czy powinnam trzymać go w lodówce, bo w przepisach internetowych informacje są sprzeczne, ale wydaje mi się, że spirytus powinien zapobiec ew. psuciu się części mleczno-czekoladowej.
Na początek zalałam ok. 15 gałązek świeżej, posiekanej mięty ok. 300 ml spirytusu i kilkoma łyżkami miodu rozpuszczonymi w niewielkiej ilości gorącej wody. Odstawiłam na trzy dni w ciemne miejsce.
Po trzech dniach rozpuściłam na wolnym ogniu dwie tabliczki gorzkiej czekolady w 1 puszce mleka skondensowanego słodzonego. Podczas rozpuszczania często mieszałam, na koniec jeszcze z 5 minut mieszania, żeby mleko dobrze wchłonęło czekoladę.
Do masy mleczno-czekoladowej dolałam przecedzony przez sito z gazą nastaw miętowy i wszystko jeszcze raz bardzo dokładnie wymieszałam. Na tym etapie likier ma taką moc, że łzy z oczu lecą, więc rozcieńczyłam go ok. 1 szklanką przegotowanej wody i osiągnął moc pozwalającą nie urżnąć się nim po jednym kieliszku :)
Nie jestem pewna, czy powinnam trzymać go w lodówce, bo w przepisach internetowych informacje są sprzeczne, ale wydaje mi się, że spirytus powinien zapobiec ew. psuciu się części mleczno-czekoladowej.