Syringa pisze:
ogrody japońskie to też nie moja bajka, nie jest to wcale mój ulubiony typ ogrodu. No i masz rację, natury żaden ogrodnik nie dogoni.
Jednak ja wychodzę z założenia, że każdy ogród, w który włożono przemyślany wysiłek, jest wart zwiedzenia. Ogrodnictwo jest formą sztuki, oglądanie ogrodu jest oglądaniem czyjejś twórczości, tak jak czytanie książki, wiersza, oglądanie filmu, przedstawienia, słuchanie utworu muzycznego... A w ogrodach japońskich jest to szczególnie widoczne, bo jest jakaś określona symbolika, wiadomo, że pewne elementy są po to, żeby zaznaczyć inne, żeby skłonić do spojrzenia w tę lub inną stronę, żeby popatrzeć przez "okno" widokowe, zatrzymać się na dłużej i zamyślić itp. To może się podobać mniej lub bardziej, ale zobaczyć raczej warto. W myśl powiedzenia: "Niech twój umysł pozostaje otwarty". Ja właśnie lubię cieszyć sie chwilą w takich miejscach, łapać wrażenia, jakich dostarcza mi widok, zapach, słońce... Ja nie chcę mieć takiego ogrodu, choć parę elementów mi się podoba. Niemniej ciesze się, że tam byłam. Nie jest to przecież prawdziwy ogród japoński, tylko polska próba takiego ogrodu, ale świat jest globalną wioską, wszystkie style stały się ogólnoświatowe, sadzimy japońskie klony, robimy angielskie rabaty, lubimy śródziemnomorskie zioła...
Poza tym, to takie ekscytujące, gdy wchodzi się do jakiegoś dotąd nieznanego ogrodu z zamiarem zwiedzania go

We mnie to wywołuje dreszczyk ogrodniczej emocji

Mój oddech zwalnia, a zmysły się wyostrzają

i chłonę, i napawam się czym się tylko da

Wiem, że ten ogród zbudowano z myślą o turystach. Może na początku robili to dla siebie, ale potem zaplanowali, że zrobią z tego produkt turystyczny i będą na tym zarabiać, ale i tak fajnie jest go obejrzeć i dowiedzieć się, "co artysta chciał przez to powiedzieć"

Bawiłam sie dobrze. Może głównie dlatego, że byłam naćpana

zapachem pontyjskich azalii